|
dr Waldemar Chorążyczewski (Uniwersytet Mikołaja Kopernika Toruń) - Archiwista przyszłości Kto to jest archiwista generalnie wiadomo. Warto jednak zauważyć, że nie zawsze było to takie oczywiste. Zżymamy się czasem, że nasi poprzednicy w dwudziestoleciu międzywojennym tak skutecznie wypromowali termin „składnica akt”. Składnica, a więc coś gorszego niż archiwum, niemal jakiś lamus, skład surowców wtórnych. Do dziś borykamy się odrobinę z tym problemem, gdy przekonujemy, że z punktu widzenia zarządzania dokumentacją w instytucji nie ma różnicy między archiwum zakładowym i składnicą akt bo rozróżnienie między materiałami archiwalnymi a dokumentacją niearchiwalną jest bez znaczenia na tym etapie życia dokumentacji. Ale nasi poprzednicy nie popełnili błędu. Ich działanie było celowe i przemyślane. Komórka w urzędzie nazwana składnicą akt nie miała prawa pretendować do miana archiwum, a opiekun składnicy nie powinien być uważany za archiwistę. Nie do pomyślenia była wspólna organizacja skupiająca „prawdziwych” archiwistów z instytucjonalnych archiwów historycznych i „nieprawdziwych” archiwistów ze składnic akt. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Podejrzewam, że większość słuchaczy na sali to właśnie pracownicy archiwów bieżących, archiwów-wydziałów czyli komórek organizacyjnych w państwowych i niepaństwowych jednostkach organizacyjnych. I nikt im nie odmawia miana archiwisty. A już na pewno archiwista przyszłości to w moim rozumieniu każdy opiekun dokumentacji niepotrzebnej do bieżącego użytku w jakiejkolwiek postaci i o jakiejkolwiek kwalifikacji archiwalnej. Co to jednak jest przyszłość? Mógłbym powiedzieć, że jest to przedmiot rozważań futurologów. Istnienie przyszłości nie jest pewne. Bezsprzecznie istnieje ona tylko jako tekst napisany o tym co będzie, podobnie jak przeszłość istnieje wyłącznie w postaci tekstów napisanych o tym co było. Jako że ludzie najczęściej chętnie wierzą w perspektywę swojego długiego życie i ciekawi ich jakie ono będzie, istnieje zapotrzebowanie na przepowiadanie przyszłości. W tym jednak wypadku zaraz rodzi się pytanie w jakiej perspektywie czasowej to przepowiadanie ma sens? Godziny raczej nie bo niemal każdy na sali jest w stanie przewidzieć, że za godzinę będziemy jedli obiad. Nie ma tu więc pola do popisu dla futurologii. Zaryzykuję twierdzenie, że z każdą następną godziną liczba prawdopodobnych scenariuszy zdarzeń rosła będzie w postępie geometrycznym. Dlatego nawet przewidywanie stuletnie jest bardzo zawodne. Nie wiemy co będzie dominantą XXI wieku, jak nasi przodkowie przed stu laty nie byli w stanie wyobrazić sobie co będzie stanowiło o naszym życiu. Wydaje mi się, być może subiektywnie, że mówienie o przyszłości ma jakiś sens w odniesieniu do maksymalnie jednej generacji. Przez sens rozumiem przewidywanie nie mające charakteru banalnej konstatacji, coś jak z tym obiadem, do którego się zbliżamy nieuchronnie, ale na tyle prawdopodobne i wiarygodne, że zdolne stymulować rozwój naszej dyscypliny w najbliższych latach. Patrząc w przyszłość najdalej moje pytanie o archiwistę przyszłości dotyczy zatem archiwisty poczętego lub nowo narodzonego, którego zdążę jeszcze wprowadzić w tajniki zawodu, zanim przejdę na emeryturę. W najbliższej perspektywie czasowej będzie to natomiast archiwista w tym roku przyjmowany na studia, który życie zawodowe ma szansę rozpocząć od uczestnictwa w VI Powszechnym Zjeździe Archiwistów Polskich w miejscu mi jeszcze w tej chwili nieznanym. W jaki sposób natomiast można przewidywać przyszłość? Przez prostą ekstrapolację zjawisk obserwowanych współcześnie. Jest to droga najczęstsza i ostrożna. Można też wizjonersko i intuicyjnie wskazać zjawiska nie dominujące jeszcze aktualnie, mniej dostrzegalne, mniej akurat frapujące środowisko, wręcz zdawałoby się marginalne, ale które mają przed sobą, naszym zdaniem, opartym oczywiście na rzeczowych przesłankach, największą szansę na sukces w przewidywalnej przyszłości. Oczywiście w ten sposób też możemy się pomylić i to bardzo łatwo. Jeślibyśmy poszli pierwszą drogą – ekstrapolacji współczesności – uwagę skupić należałoby na elektronicznej administracji, elektronicznej dokumentacji i elektronicznych archiwach. Należy się spodziewać, że znikną wreszcie bariery finansowe i psychologiczne, a co za tym idzie informatyzacja naszego życia dokona się rzeczywiście. Cyberprzestrzeń stanie się niezbędna do życia jak powietrze i woda. Tylko że stając się tak oczywista, przestanie być problemem, przestanie być dostrzegana. Dżentelmeni o komputeryzacji nie będą rozmawiali, dżentelmeni będą skomputeryzowani . Stosując drugą, ryzykowniejszą, ale i owocniejszą metodę poszukiwań futurologicznych, należy wybrać ze współczesności element wciąż jeszcze traktowany nieco po macoszemu, ale który może zdominować przyszłość. Funkcje archiwów ewoluują. Choć generalnie pozostają podobne przez wieki , zmienia się zwłaszcza ciężar gatunkowy poszczególnych funkcji oraz ich wzajemny stosunek. Niektóre funkcje rozwijają się tak bardzo, że do ich pełnienia potrzeba coraz wężej wyspecjalizowanych archiwistów. Na naszych oczach doszło to takiej sytuacji w zakresie kształtowania zasobu archiwalnego. Od pracowników działów nadzoru nad narastającym zasobem archiwalnym wymaga się tak szczególnej wiedzy, zwłaszcza prawnej, że w wyraźny sposób wyróżniają się oni z ogółu archiwistów. Można przewidywać, że w przyszłości takich specjalizacji będzie więcej . Najogólniejsza przemiana funkcji archiwów sprowadza się do przejścia od archiwisty siedzącego w archiwum, skoncentrowanego niejako na pracach wewnętrznych, do archiwisty wychodzącego na zewnątrz, zajętego różnymi formami pracy dla społeczeństwa, kontaktującego się stale z ludźmi . Jak stwierdziła Angelika Menne-Haritz, następuje obecnie przesunięcie „punktu ciężkości w pracy ze składowania (gromadzenia i przechowywania) na udostępnianie; oddziałuje to na wszystkie obszary pracy archiwalnej” . Jako rzeczową przesłankę czekających nas takich właśnie przekształceń zawodu archiwisty przyjąłbym powstawanie społeczeństwa informacyjnego. Co to jednak jest to społeczeństwo informacyjne? Pojęcie nie jest jednoznaczne, a co ważniejsze, nie jest przyjmowane bezkrytycznie. Intuicyjnie mogłoby się zdawać, że chodzi o społeczeństwo, które się karmi informacją, w którym informacja jest tak ważna jak chleb, w którym największym dobrem jest informacja, a procesy jej tworzenia, gromadzenia i przekazywania są postrzegane jako właściwe procesy życiowe społeczeństwa. Mógłbym powiedzieć także, nieco przekornie czy postmodernistycznie, że społeczeństwo informacyjne to takie, które odkryło, iż informacja zawsze miała, ma i będzie miała podstawowe znaczenie konstytuujące to społeczeństwo. Nasi przodkowie żyli dzięki informacji, choć wcale o tym nie wiedzieli. Innymi słowy: społeczeństwo informacyjne nie istnieje jako byt obiektywny, realny, a tylko jako subiektywna konstrukcja spowodowana nowym w dziejach ludzkości uwrażliwieniem cybernetycznym. Jest wizją, sposobem widzenia społeczności teraźniejszych, przyszłych, a na gruncie historii też przeszłych bo przecież jeśli nawet dopiero tworzy się społeczeństwo informacyjne, to nie tworzy się ono nagle, ale przesłanki tego społeczeństwa narastały przez wieki aż do wielkiego przełomu naszych czasów. W samym terminie nie kryje się jakieś skierowanie ku informacji zapisanej elektronicznie. Tymczasem, gdy spojrzy się na istniejące w literaturze i dokumentach oficjalnych definicje, okazuje się, że komputeryzacja jest warunkiem sine qua non powstania społeczeństwa informacyjnego . Społeczeństwo informacyjne dopiero nadchodzi wraz z rozwojem e-businessu i e-governmentu, stosowaniem nowoczesnych technik komunikacyjnych czyli telekomunikacji i sieci komputerowych. Bez wykorzystania nowoczesnych technologii nie sposób myśleć o budowie społeczeństwa, w którym stymulatorem rozwoju jest powszechny dostęp do informacji . Okazuje się więc, że społeczeństwo informacyjne znajduje się dopiero in statu nascendi, a polega na przejściu od gospodarki opartej na pracy i kapitale do gospodarki opartej na wiedzy . O społeczeństwie informacyjnym można mówić dopiero, gdy ponad połowa PKB wytwarzana jest w sektorze usług albo dominuje zatrudnienie w tym sektorze . Ale też innym warunkiem koniecznym, choć gorzej mierzalnym, więc nie lubianym przez matematyków jest „rewolucyjne skrócenie czasu potrzebnego do przekazania informacji do dowolnego miejsca na ziemi” . Humanista powiedziałby, być może z przekąsem, że społeczeństwo prawdziwie informacyjne, jak jakieś nowe Królestwo Niebieskie, nastanie na Ziemi wtedy, gdy każdy będzie mógł dowiedzieć się wszystkiego w każdej chwili, oczywiście dzięki rozwojowi nowych technologii informacyjnych. Nie brak jednak głosów, że społeczeństwo informacyjne jest to pusta etykieta, modna i wygodna, dlatego wciąż eksploatowana, ale pozbawiona istotnej treści . Wskazuje się na szkodliwość ideologii społeczeństwa informacyjnego jako że „wynikająca z niej optymistyczna wizja konsekwencji zastosowania technologii informatycznej jest utopią” . W konfrontacji z rzeczywistością archiwalną można spotkać się z twierdzeniem, że głoszenie kresu archiwum jako placówki naukowej podpiera się jedynie „szafowaniem ponad miarę ogólnikowym i praktycznie niedefiniowalnym pojęciem wymogów społeczeństwa informacyjnego” . Często jednak głosy krytyczne wobec społeczeństwa informacyjnego oparte są na nieporozumieniu, na identyfikowaniu go ze społeczeństwem informatycznym. Wówczas zdarzają się opinie, iż „całkowite stechnicyzowanie życia społecznego doprowadzić może do odhumanizowania społeczeństwa – jego poszczególnych struktur zbiorowych oraz jednostek” . Nie wdając się w te spory, ważne, by nie popadać w nadmierny optymizm i nie sądzić, że wreszcie pojawiła się jakaś zbawienna ideologia, należy stwierdzić, że dla archiwów ważne jest, iż społeczeństwo informacyjne musi być odpowiednio wyedukowane w zakresie docierania i wykorzystywania informacji, stale podnoszące i aktualizujące swój stan wiedzy . Tak pojęta działalność edukacyjna jest to „część składowa infrastruktury społeczeństwa informacyjnego” . Istotny jest jeszcze jeden wątek związany ściśle ze społeczeństwem informacyjnym, traktowanym na Zachodzie jako społeczeństwo w oczywisty sposób demokratyczne. W demokratycznym społeczeństwie informacyjnym dostęp do informacji jest powszechny, i to zarówno do informacji dotyczącej współczesności, jak i przeszłości. Nakłada to na zarządzających dokumentacją obowiązek pełnego jej udostępnienia na każde żądanie obywatela. Demokracja polega bowiem na tym, żeby każdy mógł w każdej chwili skontrolować władzę; aby funkcjonowanie władzy było jak najbardziej przejrzyste. Oczywiście nie zapomina się o pojedynczym obywatelu bo demokracja, wystawiając władze pod obstrzał obywateli, ma również bronić każdego z tych obywateli przed zakusami władzy i innych obywateli. Stąd ograniczania dostępu . Generalnie każdy człowiek ma zatem prawo wglądu w każdy dokument i to bez spowiadania się z celu jego wykorzystania. Bez tłumaczenia się kim jest i gdzie pracuje. Archiwa istnieją dla całego społeczeństwa, a nie tylko jego uczonej części. Archiwa są potrzebne społeczeństwu „jako organizatorzy dostępu do przeszłości, tak aby każdy mógł w nich szukać odpowiedzi na swe pytania” . Z dotychczasowych rozważań wyłania się, jak sądzę, obraz archiwów aktywnie uczestniczących w życiu społeczeństwa informacyjnego, a więc ustawicznie komunikujących się z tym społeczeństwem. Nie może to być archiwum czekające na człowieka, ale archiwum wychodzące do człowieka, starające się udowodnić, że jest mu potrzebne do czegoś w jego dostatnim zapewne życiu (bo nie przewiduje się raczej ubogich społeczeństw informacyjnych). Tym samym do rangi czynności pierwszoplanowych urosną dwa zakresy działalności archiwalnej: edukacyjna i promocyjna. Te dwa pola działalności komunikacyjnej archiwum – działalność edukacyjna, której celem jest kształtowanie wiedzy i postaw społecznych, oraz działalność promocyjna obliczona na pozytywną reakcję społeczeństwa w stosunku do archiwum, zyskają priorytet, a przez to ukształtują profil zawodowy archiwisty przyszłości. Działalność edukacyjna jest to ten zakres prac archiwalnych, który obejmowany był dotychczas terminem „działalność popularyzatorska”, a jeszcze wcześniej „praca kulturalno-oświatowa”. Cele, które przed nią stawiano to: propagowanie wiadomości o archiwum i jego zasobie oraz propagowanie wiedzy regionalnej . Jednemu z piszących w latach 60. XX wieku wyrwały się spod pióra słowa, iż „archiwum [...] poza normalnymi pracami archiwalnymi, prowadzi działalność, mającą na celu zbliżenie historii do ludzi i ludzi do dokumentu” . Jest to bardzo symptomatyczne stwierdzenie, to o normalnych pracach bo wynika z niego, że działalność edukacyjna była raczej nienormalna, i raczej nie lapsus, a świadectwo ówczesnego ważenia poszczególnych sfer działalności archiwalnej. Jaki cel stawiany jest działalności edukacyjnej dzisiaj? Symptomatyczna jest następująca opinia: „lekcje w archiwum sprzyjają tworzeniu związku emocjonalnego ucznia z zamieszkiwanym terenem. Stwarzają możliwości kształtowania emocjonalnego stosunku do przeszłości, poczynając od pogłębienia więzi patriotycznej” . Takie sformułowanie trąci już ideologią, choć bardzo delikatnie. Bywało jednak, że cel działalności archiwów formułowano dobitniej. Do rzadkości co prawda należały sformułowania tak mocne, jak te, które niżej cytuję. Otóż: „Dzięki wysiłkom państwowej służby archiwalnej w 1945 r. już w latach następnych polscy historycy mogli podjąć niezwykle trudne i odpowiedzialne zadania związane z przygotowaniem publikacji naukowych ukazujących przeszłość ziem nad Odrą i Bałtykiem, tak bardzo zafałszowaną przez niemiecką naukę historyczną. Publikacje te miały służyć przede wszystkim osiedlającej się tu społeczności polskiej” . Działania archiwów miały być w tym wypadku po prostu realizacją oficjalnej polityki państwowej wyrażonej w okólniku Ministerstwa Ziem Odzyskanych, w myśl którego „akta mają nie tylko wielkie znaczenie naukowe, lecz i polityczne, gdyż zawierają niezliczone dowody polskości tych ziem” . Archiwiści ukazują więc „tradycje polskości rubieży nadodrzańskich i nadbałtyckich, ich miejsce w dziejach kultury polskiej i kultury ogólnoeuropejskiej. Ze szczególnym pietyzmem eksponują początkowe formy działalności władzy ludowej, najczęściej za pomocą wystaw [...] Ekspozycje preferują oryginalne dokumenty z pieczęciami piastowskich orłów czy też dokumenty sporządzane we fragmentach w języku polskim” . Bo jak wiadomo w ogóle „wystawy urządzane przez archiwistów spełniają oprócz zadań naukowych także ideowo-propagandowe” . Doświadczenia archiwów francuskich pokazują, że zagrożenie ideologiczne zawsze jest obecne w działalności edukacyjnej. Otóż po II wojnie światowej dostrzeżono tam pokusę odejścia „przez nauczycieli od historii narodowej na rzecz wojującego regionalizmu” . Tak zdawałoby się niewinny regionalizm może w pewnym momencie stać się narzędziem w ręku polityków. Środkiem zaradczym ma być umiejscowienie edukacji regionalnej „w kontekście narodowym i europejskim” . Tak absolutnie zatem trudno jest w działalności edukacyjnej abstrahować od idei obecnych w treściach przekazywanych czy to uczniom, czy dorosłym. Ale można też cel działalności edukacyjnej widzieć bardziej neutralnie jako budowanie świadomości czy kultury historycznej . Chodziłoby więc o przekonanie ludzi, iż refleksja nad przeszłością powinna być istotnym elementem życia umysłowego współczesnego społeczeństwa. Co więcej, skupienie się na problematyce lokalnej stwarza szansę nie tyle na budzenie uczuć patriotycznych, ale na propagowanie nowoczesnych trendów w humanistyce jak mikrohistoria, historia codzienności, historia mentalności . Można wreszcie jako cel działalności edukacyjnej archiwów widzieć rozwijanie „umiejętności obserwacji, myślenia, zmysłu krytycznego, ciekawości naukowej” . Jednym słowem chodzić może o kształtowanie postaw otwartych, ciekawych świata i jego przeszłości. O ile w jakiś sposób rozwijane formy tzw. popularyzacji stanowią dobrą podstawę do działań edukacyjnych w odniesieniu do społeczeństwa w ogóle, o tyle nie jest dobrze jeśli chodzi o tę część działalności edukacyjnej, która odbywa się w ścisłym porozumieniu ze szkołami, a którą wolno nazywać działalnością oświatową. Warto więc temu zagadnieniu przyjrzeć się bliżej. Przykładów działań oświatowych w archiwach polskich znajdujemy wciąż za mało. Oto ktoś wykorzystuje na lekcji historii dokument lokacyjny wsi, w której mieszkają uczniowie. Dokument został przetłumaczony na język polski przez nauczyciela , a skądinąd wiemy, że ów nauczyciel i autor opisującego swoje doświadczenia tekstu, ukończył archiwistykę i jakiś czas pracował w archiwum. Oto przykład może znakomitszy – ścieżki edukacji regionalnej przygotowanej we współpracy archiwistów i nauczycieli gimnazjalnych . Ale znów należy podkreślić, że ci archiwiści albo byli najpierw praktykującymi nauczycielami, albo wciąż nimi są. W swojej masie archiwiści słabo są przygotowywani przez uniwersytety do działalności edukacyjnej. Sam jestem tego przykładem bo przecież zostałem archiwistą, żeby tylko nie trafić do szkoły, a teraz muszę się dokształcać w zakresie dydaktyki i pedagogiki. Musimy wyjść poza obecne formy współpracy archiwów ze szkołami, dosyć przypadkowe i bierne. Musimy przygotowywać wspólnie z nauczycielami materiały dydaktyczne do konkretnego wykorzystania na lekcjach szkolnych, głównie historii, ale nie tylko . Co do ram organizacyjnych działalności oświatowej archiwów, to oczywiście narzuca się przykład francuskiego Archiwum Narodowego ze specjalnym Działem Oświatowym i Muzeum Historii Francji . Narzuca się wizja archiwalnych służb oświatowych występujących z określoną ofertą do szkół, a z drugiej strony gotowych spełniać dodatkowo takie życzenia nauczycieli, którym ich oferta akurat nie może sprostać . Kontakt ucznia z archiwum musi być starannie przygotowany. Zacytuję tu fragment jednego z nielicznych opracowań z zakresu funkcji oświatowej archiwów polskich: „uczeń musi wiedzieć po co idzie na wystawę [...] Nauczyciel zaś musi znać przynajmniej scenariusz wystawy. Realizacja tych warunków jest możliwa przy zachowaniu dobrej komunikacji między szkołą a archiwum. Dzieje się tak wówczas, gdy współpraca tych dwóch instytucji nie jest przypadkowa, a świadoma i dobrze zaplanowana” . Nie ma wątpliwości, że należycie prowadzona działalność oświatowa i w ogóle edukacyjna ma automatycznie wymiar promocyjny. Uczeń oswoi się z archiwaliami, przekona się, że wydobyć z nich można dane nie tylko o regionie, ale też często o jego własnych przodkach, trwale wykształci się w nim przekonanie, że z archiwaliów można i warto korzystać dla swoich własnych potrzeb . Stanowił będzie przyjazny element w otoczeniu archiwum. Tym samym edukując społeczeństwo archiwiści zajmą się promowaniem samych siebie, tworzeniem atmosfery, w której nikt nie będzie wątpił, iż archiwa pełnią ważną rolę społeczną i warto łożyć na nie pieniądze z budżetu państwa, gminy czy prywatnej kieszeni. Mimo oczywistego i ścisłego związku działalności edukacyjnej i promocyjnej różnica pomiędzy nimi jest jednak zasadnicza: działalność edukacyjna nastawiona jest na społeczeństwo. Jest taką komunikacją, w której archiwum produkując komunikat liczy na zmianę stanu świadomości społecznej, jego postaw i zachowań. Nie myśli się przy tym o sprzężeniu zwrotnym, iż społeczeństwo uwrażliwione historycznie staje się klientem i przyjacielem archiwum. Działalność promocyjna jest natomiast taką komunikacją, która od razu liczy na odzew – komunikat ma tak zmienić stan świadomości społeczeństwa, by wysłało ono zwrotnie komunikat pod adresem archiwum. W praktyce trudno jest czasem oddzielić działalność edukacyjną od promocyjnej. Programując i opisując działania archiwum trzeba jednak widzieć tę różnicę celów. Działalność promocyjna ma zlikwidować stereotyp archiwum zamkniętego, skostniałego, niedostępnego, kojarzonego z kurzem i brudem, a w to miejsce zbudować wizerunek archiwum otwartego, wychodzącego do społeczeństwa, miejsca, gdzie pracują ludzie życzliwi i kompetentni, dokąd chętnie się wraca, aby zetknąć się z zabytkami kultury o randze nie mniejszej niż choćby w muzeach, aby też przeżyć własną intelektualną przygodę . Powinna to być, inaczej niż to jest do tej pory, działalność świadomie zaplanowana i konsekwentnie realizowana przy pomocy technik public relations, zmierzająca do budowy jak najlepszych stosunków archiwum z jego otoczeniem . Należy też pamiętać, że dla budowania wizerunku archiwum mają znaczenie właściwie wszystkie przejawy działalności archiwalnej . Wątku tego nie rozwijam bo będzie on przedmiotem osobnego wystąpienia w jednej z sekcji. Przyszłość zatem to postępująca specjalizacja archiwistów wynikająca z różnorodności i skali trudności zadań oraz różnorodności zasobu archiwalnego, a z drugiej strony przenikający wszystko paradygmat edukacyjno-promocyjny jako najbardziej odpowiadający wymogom społeczeństwa informacyjnego – społeczeństwa, w którym archiwum rozpowszechnia informacje czerpane ze swego zasobu oraz informacje o sobie. Próbując niedawno określić te wąskie specjalizacje z punktu widzenia certyfikacji zawodu archiwisty, wydzieliłem: 1) specjalistę w zakresie kształtowania zasobu archiwalnego – przed tym trzeba postawić wielkie zadania w zakresie budowania wizerunku archiwum jako instytucji przyjaznej i gotowej nieść pomoc archiwom bieżącym i każdemu kto pragnie prowadzić działalność dokumentacyjną; 2) specjalistę w zakresie opracowania – ten będzie musiał pamiętać, że takie, a nie inne charakterystyki wyszukiwawcze dla takich, a nie innych materiałów archiwalnych tworzy nie tylko z myślą o użytkowniku naukowym, ale o całym społeczeństwie jako otoczeniu archiwum; 3) „specjalisty w zakresie udostępniania, popularyzacji zasobu archiwalnego i promowania archiwów, posiadającego poza ogólnoarchiwalnymi również wiadomości i umiejętności komunikacyjne, informatologiczne i pedagogiczne” – pozycja takiego specjalisty powinna nabrać kluczowego znaczenia w przyszłym profilu zawodowym archiwisty (dziś powiedziałbym, że może to być dwóch różnych specjalistów: archiwisty-edukatora i archiwisty-promotora); 4) specjalisty w zakresie dokumentacji elektronicznej i systemów informatycznych – ten jednak, teraz mi się wydaje, choć obecnie jest niezbędny i wciąż poszukiwany, wręcz deficytowy, w perspektywie najbliższego pokolenia zaniknie, bo jego umiejętności będą w naszym zawodzie ogólne, a nie specjalne; 5) menedżera instytucji archiwalnych – który oczywiście, że będzie rozumiał zadania edukacyjne archiwów i konieczność budowania ich wizerunku społeczeństwie informacyjnym . |